Wywiad z Emanuelisem Zingerisem, litewskim posłem do Seimasu
Jacek Borzęcki – Na początek prosiłbym Pana o parę wspomnień z młodości?
Emanuelis Zingeris – Urodziłem się 16 lipca 1957 roku w Kownie, w rodzinie litewskich Żydów. Mama była akuszerką, a tato nauczycielem. W latach wojny Niemcy i kolaboranci litewscy zamordowali wielu naszych krewnych. Mama została aresztowana przez Gestapo i zamknięta w Getcie kowieńskim, a potem w obozie koncentracyjnym w Sztutowie. W szkole średniej w Kownie uzyskałem maturę, a na Uniwersytecie Wileńskim magisterium z języka litewskiego. W domu rodzinnym używaliśmy wyłącznie języka jidysz. I mam bardzo nostalgiczne uczucie do tej wielkiej kultury jidysz, która kwitła na tym wielkim obszarze od Warszawy, Łodzi, Budapesztu i Bukaresztu, aż po Lwów, Wilno i Kowno.
– Jak liczna była społeczność żydowska w przedwojennym Kownie i Wilnie?
– W Kownie społeczność żydowska stanowiła 33 procent mieszkańców, a w Wilnie około 30 procent. Jednak podczas gdy Żydzi np. we Francji używali języka francuskiego, a w Niemczech niemieckiego, to na Litwie nie było asymilacji Żydów. Języki jidysz konkurował tu z językiem litewskim czy polskim. Wiele dzieł literackich kultury zachodniej, np. utwory Szekspira, Franza Kafki, czy Tomasza Manna, były tłumaczone na język jidysz szybciej, aniżeli na te konkurencyjne. Był to więc język literacki. I podczas gdy w Polsce wielu wybitnych literatów pochodzenia żydowskiego tworzyło w języku polskim, to w międzywojennym państwie litewskim tylko dwaj poeci żydowscy pisali po litewsku, a setki innych w języku jidysz. Tak więc kultura żydowska jidysz bujnie rozwijała się, ale niestety Niemcy zniszczyli ją fizycznie przez wymordowanie setek tysięcy Żydów na terenach okupowanych przez nich krajów. W okresie 1941-44 wielotysięczna społeczność żydowska na Litwie przestała istnieć, rozstrzelana w Ponarach przez hitlerowców i ich litewskich kolaborantów.
– Język wyniesiony z domu rodzinnego pozwolił Panu na badanie spuścizny kultury jidysz.
– Tak, w swoim raporcie dla Rady Europy pisałem o sytuacji kultury żydowskiej jidysz w krajach Europy Środkowej w roku 1936. Wówczas na tym obszarze spośród około 10 milionów Żydów, aż 6 milinów używało literackiego języka jidysz, a nie lokalnych języków i dialektów. Szkoły żydowskie uczyły dzieci w języku jidysz, a w teatrach żydowskich wystawiano spektakle w tym języku. Mimo braku państwa żydowskiego, funkcjonowała na terenie Europy Środkowej – od Rumunii, Węgier i Słowacji, po Ukrainę, Polskę, Litwę i Łotwę- nie tylko autonomia, ale wręcz swoista, kulturowa państwowość żydowska. Dominował w niej język jidysz, a tylko niewielka, bo 10-procentowa mniejszość Żydów próbowała wprowadzać język hebrajski. Na przykład w Wilnie funkcjonowało 12 szkół żydowskich w tym 10 w języku jidysz, a tylko dwie w języku hebrajskim. Próba wprowadzania języka hebrajskiego związana była z perspektywą utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, ale ta idea nie znajdowała znaczącego poparcia w społeczności żydowskiej. I gdy w 1938 roku Żabotyński, przywódca nacjonalistów żydowskich, przybył do Kowna w mundurze żydowskiej armii agitując do wsparcia ruchu syjonistycznego, to mój ojciec, jak to wspominał, protestował razem z innymi krzycząc: „Dla żydowskich faszystów nie ma miejsca na Litwie!” I to, jak się później okazało, było wielkim błędem. Żabotyński zresztą, w reakcji na brak społecznego wsparcia dla idei emigracji litewskich Żydów do Palestyny, ostrzegał wówczasprzed prawdopodobieństwem zagłady. Informował o antysemickich nastrojach i rosnącej antyżydowskiej polityce w Niemczech. Jak mówił: „Musicie wszyscy uczyć się języka hebrajskiego i wyjeżdżać do Palestyny, aby tam budować państwo żydowskie, Jeśli tego nie zrobicie, to antysemicki nazizm niemiecki spowoduje, że w ciągu najbliższych kilku lat nie przeżyjecie ani Wy, ani Wasza kultura jidysz.” I tak się stało, niestety.
– A jaki był los kultury jidysz w latach władzy sowieckiej na Litwie?
– Pamiętam, że w latach 60-tych zachowały się ostatnie maszyny do pisania w jidysz. Pozostało też wówczas zaledwie dwóch, czy trzech ostatnich poetów tworzących w tym języku. Mój brat Mark Zinger był poetą, ale pisał już w języku litewskim, podobnie zresztą jak i Julian Tuwim w Polsce, który tworzył w języku polskim. Okupacja niemiecka to była katastrofa dla Żydów. Przestały istnieć pokolenia żydowskich rodzin, krewnych, którzy mogliby przekazywać tym nielicznym uratowanym dzieciom, kim byli ich przodkowie. Okupacja sowiecka już tylko dopełniła upadku i końca tych trzech wielkich dialektów – litewskiego, polskiego i ukraińskiego – kultury jidysz. Po wojnie komunistyczna władza na Litwie cenzurowała wszystko co było związane z kulturą żydowską i pamięcią o tak dawniej liczebnej społeczności żydowskiej. Zabronione było upamiętnianie i obchodzenie rocznic niemieckiej zagłady Żydów w Kownie i Wilnie, bo komuniści uznawali tylko święto 9-go maja, czyli dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
– Czy aktualnie prawa mniejszości narodowych, w tym mniejszości żydowskiej, są zagwarantowane przez litewskie władze?
– W państwowych szkołach są zajęcia fakultatywne w języku hebrajskim, także w językach ukraińskim i rosyjskim. Na Litwie nie ma dużo Rosjan, bo w latach 90-tych umożliwiono wszystkim mieszkańcom tego kraju otrzymanie obywatelstwa litewskiego.
– Jak Pan zareagował na powstanie w Polsce niezależnego związku zawodowego „Solidarność” w 1980-tym roku? No i jak zareagowało społeczeństwo Litwy? Czy wierzyliście, że „Solidarność” ma szanse utrzymania się w zależnym od Moskwy kraju komunistycznej dyktatury?
– Wierzyliśmy, bo docierała do nas polska TVP, co prawda tylko czarno-biała, bo barwy kolorowe jakoś nie mogły przekroczyć granicy. Mogliśmy też słuchać pierwszego programu Polskiego Radia. Tak więc oglądaliśmy powstanie „Solidarności” w Gdańsku. Było to dla nas dużym przeżyciem, co powodowało w społeczeństwie litewskim poczucie braterstwa z Polską. Zresztą Polska zawsze kojarzyła się nam z powstaniami przeciwko rosyjskiemu imperium. Tadeusz Kościuszko, Emilia Plater, czy Konstanty Kalinowski (przywódca Powstania Styczniowego na Litwie) – to były dla nas wspólne heroiczne świętości. I to wszystko miało na nas duży wpływ, choć z drugiej strony Litwini nie mogli wybaczyć dawnej Polsce, że elity litewskie zostały spolonizowane.
– A od kiedy to kibicowanie polskiej opozycji antykomunistycznej przerodziło się na Litwie w rozpoczęcie opozycyjnej działalności antykomunistycznej i antyrosyjskiej?
– Oddolne ruchy rewolucyjne na Litwie rozpoczęły się dopiero w latach 1987-88, gdy rozpoczęła się „pierestrojka”, która co prawda nie była związana akurat z Litwą. Wszyscy Litwini mieli poczucie, że przedwojenna Litwa była bardzo dobrym niekomunistycznym państwem, co umacniało nasze przeświadczenie, że jesteśmy narodem odrębnym od tych czerwonych ruskich bolszewików. Wyrazem patriotyzmu było np. czytanie litewskojęzycznych książek z przedwojennych bibliotek oraz publiczne używanie języka litewskiego, a nie rosyjskiego. Dodatkowym atutem w poczuciu tej odrębności była popularna na Litwie religia katolicka oraz wybór Polaka, kardynała Karola Wojtyły na papieża. Jan Paweł II był dla Litwinów niesamowitym autorytetem. Mieliśmy wręcz poczucie, że to jest jakby nasz człowiek w Watykanie. On niewątpliwie inspirował nas do bardziej zdecydowanego przeciwstawienia się komunizmowi.
– Pan należał do tego kręgu polityków, którzy 35 lat temu pod przewodnictwem przewodniczącego litewskiego parlamentu, WytautasaLandsbergisa, przywrócili niepodległość Litwie. Jak Pan wspomina ten czas?
– Ja należałem do powstałego w 1988 roku patriotycznego ruchu „Sajudis”, z którego poparciem (jako członek Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej) kandydowałem i zostałem w lutym/marcu 1990 roku wybrany do Rady Najwyższej Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Byłem też w gronie sygnatariuszy Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego z 11 marca 1990 roku, kiedy to już formalnie powiedzieliśmy „żegnaj komuno” i przez kolejnych 16 miesięcy nie ulegliśmy naciskom Moskwy na wycofanie tego aktu. W ramach litewskiego Sejmu stałem na czele Komisji Spraw Zagranicznych i w 1991 roku znalazłem się w składzie delegacji ds. negocjacji z ZSRR. W tych negocjacjach podnosiliśmy argument, że niepodległe państwo litewskie zostało w czerwcu 1940 roku nielegalnie zajęte i okupowane przez wojska sowieckie. Mimo sprzeciwu sowieckiego MSZ wpisaliśmy ten argument do negocjowanej umowy o odbudowie relacji Rosji z niepodległą Litwą, podpisanej przez prezydenta Jelcyna 29 lipca 1991 roku.
– Jednak wcześniej, w okresie tych 16 miesięcy, doszło do dramatycznych wydarzeń w Wilnie.
– Tak, dobrze pamiętam te setki tysięcy demonstrantów z transparentami żądającymi wolności dla państw bałtyckich, gdy na początku stycznia 91-go roku sowiecki OMON zaatakował najpierw budynek parlamentu, a potem wieżę telewizyjną w Wilnie. Wcześniej, bo już 13 kwietnia 1990 roku Gorbaczow zażądał od litewskich władz wycofania Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego i dalszego obowiązywania konstytucji Związku Sowieckiego na terytorium Litwy. Wobec braku odpowiedzi ze strony litewskiej Rady Najwyższej, Moskwa zastosowała blokadę ekonomiczną Litwy: wstrzymano dostawy ropy i gazu, a potem także innych surowców oraz artykułów spożywczych. Wobec dalszego oporu władz litewskich, w styczniu 1991 roku doszło do zbrojnej interwencji wojsk sowieckich na Litwie. Przeciwko żołnierzom sowieckim szturmującym budynek parlamentu i wieżę telewizyjną w Wilnie stanęły wielotysięczne tłumy Litwinów. W wyniku walk 16 osób zostało zabitych, a około 600 odniosło rany. Ostatecznie, po klęsce sierpniowego puczu Janajewa w Moskwie, władze Związku Sowieckiego 6-go września 1991 roku oficjalnie uznały niepodległość państwa litewskiego.
– A od kiedy rozpoczął Pan kontakty z działaczami polskiej „Solidarności”?
– To zaczęło się jeszcze w 1988 roku, kiedy ta granica pomiędzy Litwą i Polską w Suwałkach nie była już taka „żelazna”. Jednym z moich zadań w ramach ruchu „Sajudis” było nawiązanie i utrzymywanie bliskich relacji z działaczami polskiej „Solidarności”. A w ogóle to muszę powiedzieć, że Wilno było takim ważnym nie tylko dla Litwy ośrodkiem inicjującym demontaż komuny w ramach sowieckiego państwa. Pomagaliśmy w tym naszym ukraińskim i białoruskim przyjaciołom i to pomimo tego, że mieliśmy poczucie naszej od nich odrębności. Narody bałtyckie, jako niesłowiańskie i raczej nordyckie, nie były przecież tak mocno kulturowo związane z Rosją jak Ukraińcy czy Białorusini. Niemniej jednak ważne było dla nas współdziałanie w celu przeciwstawienia się Związkowi Sowieckiemu i w ogóle komunizmowi. Oczywiście, polska „Solidarność” miała wybitny wpływ na demontaż komunizmu.
– Jakie działania podjął Pan po wyborze w 90-tym roku do parlamentu sowieckiej jeszcze Litwy i objęciu stanowiska szefa parlamentarnej Komisji Spraw Zagranicznych?
– Najpierw pojechałem do Niemiec aby namawiać tamtejsze władze do odbudowy dwustronnych relacji z Litwą. Wówczas jednak szef Komisji Spraw Zagranicznych w Bundestagu powiedział mi, że w kwestii litewskiego uniezależnienia się od sowieckiej Rosji Litwini nie mogą być pierwszymi, lecz raczej ostatnimi. A więc warunkiem nawiązania takich relacji niemiecko-litewskich musiałyby być wcześniejsze uzgodnienia Niemiec z Rosją, a jednocześnie musiałby się dokonać demontaż Paktu Warszawskiego. Słowem, Niemcy nie zamierzali pomóc w naszym dążeniu do przywrócenia niepodległości Litwy. Oni chcieli być lojalni wobec Gorbaczowa i Rosji. Pojechałem więc do Islandii i to państwo jako pierwsze uznało niepodległość Litwy, co oczywiście miało jedynie symboliczne znaczenie. Chciałem żeby i Polska zrobiła to samo co Islandia. Działacze „Solidarności” popierali taką możliwość, w tym m.in. Geremek, który zresztą z własnej kieszeni płacił za moje podróżowanie z Warszawy do granicy polsko-litewskiej. Jednak prezydent Jaruzelski i premier Mazowiecki byli przeciwni oficjalnemu uznaniu niepodległości Litwy już na tym wczesnym etapie. Pojechałem więc do redakcji „Kultury” w Paryżu, do Giedrojcia, licząc na wywarcie przez niego wpływu na rząd Mazowieckiego. Okazało się to bezskuteczne. Myślę, że Mazowiecki bał się reakcji Moskwy w postaci ewentualnego ataku wojsk sowieckich. Ostatecznie Polska uznała niepodległość Litwy, jednak dopiero wtedy, gdy doszło do likwidacji Związku Sowieckiego przez Jelcyna. Tak więc w istocie pomógł nam jedynie prezydent Jelcyn z jego koncepcją likwidacji komunistycznego Związku Sowieckiego i przywrócenia państwa rosyjskiego. Pamiętam moją rozmowę z Jelcynem, który powiedział mi, że partia komunistyczna będzie zlikwidowana. Zapytałem go, czy również przestanie istnieć nomenklatura, KGB i cały aparat represyjny, na co on wziął do ręki butelkę gorzałki i odparł: –W tej kwestii nie dam rady i dlatego musimy wypić. On miał straszny pociąg do alkoholu. Razem z przewodniczącym Landsbergisem musieliśmy ponownie wypić wódkę z prezydentem Jelcynem 29 lipca 1991 roku podczas podpisywania umowy o odbudowie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Rosją i Litwą.
– Był Pan inicjatorem wspólnego uczczenia rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja w parlamencie polskim i litewskim.
– Tak, to stało się w 2007 roku, a namówił mnie do tego sam prezydent Lech Kaczyński. No i udało się przegłosować w parlamencie taką uchwałę, ale po bardzo wielkim napięciu. Problem był w tym, że w litewskojęzycznym tekście uchwały musiały ukazać się polskie słowa, co dla niektórych posłów było nie do przyjęcia. Poza tym ostro protestował przeciwko tej uchwale poseł Ozłos, który był kiedyś jednym z przywódców litewskiego „Sajudisu” a potem przyłączył się do litewskich nacjonalistów. Przemawiając w Sejmie argumentował, że akceptowalna dla Litwinów jest tylko ta historyczna spuścizna, która związana jest z etnicznym narodem i językiem litewskim, a Konstytucja 3-maja była wytworem szlachty polskiej wspartej przez spolszczoną szlachtę litewską, a więc zdradziecką, bo popierającą interesy polskie na Litwie. No i nazwał mnie wręcz zdrajcą. A ja mu odpowiedziałem, że my mamy wspólną historię i nie możemy wyrzucić na śmieci spuściznę litewskich książąt, którzy mówili wprawdzie po polsku, ale czuli się Litwinami. W tym sporze poparł mnie sam Wytautas Landsbergis i uchwała upamiętniająca Konstytucję 3-maja została przyjęta. Docenił tę moją inicjatywę prezydent Lech Kaczyński dekorując mnie Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
– Polska i Litwa upamiętniły 450-tą rocznicę Unii Libelskiej, jednoczącej te dwa kraje w ramach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Uroczystości odbywały się w Warszawie, Lublinie i Wilnie. Do Lublina, gdzie w 1569 roku na Sejmie Walnym podpisany został akt unii Wielkiego Księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego, przybyli 30 czerwca 2019 roku przedstawiciele kilkunastu państw z Europy Środkowej i Wschodniej, w tym władze parlamentarne Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi i Mołdawii, czyli obecnych państw leżących na terenach dawnej RP Obojga Narodów. Podkreślano, że był to przykład udanego kompromisu opartego na haśle „wolni z wolnymi, równi z równymi”, który zresztą przetrwał aż 300 lat. Jak Pan skomentuje te obchody?
– Gdy 2019-go roku zorganizowaliśmy z marszałkiem Markiem Kuchcińskim przy pomniku na Placu Litewskim w Lublinie uroczyste obchody 450-tej rocznicy Unii Polsko-Litewskiej, to byli tam z nami również przywódcy Litwy. A to znaczy, że Litwa akceptuje wspólną spuściznę z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej. I stało się na Litwie czymś już normalnym, że razem z Polską czcimy takich wspólnych bohaterów jak Emilia Plater, Konstanty Kalinowski czy Tadeusz Kościuszko, przy którego pomniku przed prezydenckim „Białym Domem” w Waszyngtonie składają kwiaty wspólnie delegacje Polski i Litwy. Jednocześnie Litwini oczywiście podkreślają swoją odrębność narodową i językową. W czasach Unii z Polską litewska elita szlachecka spolonizowała się, a jednak język litewski zachował się i przetrwał w tym niewielkim 3-milionowym narodzie. Nie można więc powiedzieć, że to był tylko język chłopski. I ja np. jestem Żydem, ale też jestem nauczycielem języka i literatury litewskiej na Uniwersytecie Wileńskim.
– Wynika z tego, że obok Pana, również marszałek Marek Kuchciński, od momentu wyboru na marszalka Sejmu 12 listopada 2015 roku miał znaczący wpływ na przywracanie przyjaznych relacji polsko-litewskich?
– Rzeczywiście, Marek Kuchciński zaczął przywracać dobre stosunki polsko-litewskie, zapoczątkowane zresztą wcześniej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Marszałek Kuchciński bywał wielokrotnie na Litwie. Między innymi we wrześniu 2017 roku w Wilnie, w 630 rocznicę Chrztu Litwy, wygłosił on w naszym Sejmasie przemówienie, które zostało owacyjnie przyjęte przez deputowanych litewskich. Z kolei w 2019 roku Marek Kuchciński odsłaniał popiersia galerii rzeźb marszałków Sejmu Wielkiego Rzeczypospolitej Obojga Narodów: Stanisława Małachowskiego i Kazimierza Nestora Sapiehy z Litwy.
Rozhovor poskytol Jacek Borzęcki
